Dlaczego niektóre osoby tak pięknie mówią o partnerstwie, a tak cholernie źle znoszą moment, w którym partner zaczyna mieć własne potrzeby?
Poznałem kobietę, która mówiła, że przepracowała przeszłość, odbudowała siebie i doskonale wie, czego chce. Znała pojęcie granic, czerwonych flag, odpowiedzialności emocjonalnej i zdrowej komunikacji. Pomyślałem: super, będzie można normalnie porozmawiać.
Z czasem odniosłem wrażenie, że w tym związku wszystkie te pojęcia obowiązują tylko w jednym kierunku.
Jej „nie” było granicą. Moje „nie” było problemem do przepracowania. Jej frustracja wymagała zrozumienia. Moja frustracja potwierdzała niedojrzałość. Kiedy ona mówiła, czego potrzebuje, komunikowała oczekiwania. Kiedy robiłem to ja, nagle wywierałem presję.
Zajebiście wygodny słownik. Każda rozmowa kończy się twoim zwycięstwem, jeśli samodzielnie ustalasz znaczenie wszystkich słów.
Podobno po trzech miesiącach pokazałem prawdziwą twarz. Z mojej perspektywy mniej więcej wtedy skończył się etap, w którym na wszystko odpowiadałem: „Jasne, pomogę”, i zacząłem czasem pytać: „A co z nami?”.
Najwyraźniej to był ten przerażający moment, w którym wyposażenie mieszkania przemówiło.
Bo wcześniej byłem pomocny. Można było na mnie liczyć. Przyjechać, przewieźć, załatwić, znaleźć rozwiązanie. Wszystko się zgadza. Tylko później cały ten czas, obecność i zaangażowanie mieszczą się w jednym zdaniu: „Logistycznie potrafił pomagać”.
Logistycznie.
Jakbym był firmą kurierską, która niestety zaczęła zadawać pytania o przyszłość relacji.
Oczywiście, że zrobienie zakupów nie daje nikomu prawa do kontrolowania drugiej osoby. Ale przyjmowanie czyjegoś zaangażowania też nie daje prawa do traktowania jego potrzeb jak awarii, którą powinien naprawić we własnym zakresie.
Najbardziej rozbawiło mnie chyba przekonanie, że chciałem się przy niej dowartościować. Że jej uśmiech, energia i niezależność miały podnosić mój status.
Wyobrażacie sobie wejść w związek z człowiekiem i po czasie usłyszeć, że właściwie dostało się zaszczyt występowania u jego boku? Ja myślałem, że się spotykamy. Okazuje się, że uczestniczyłem w programie poprawy własnego wizerunku dzięki uprzejmości głównej bohaterki.
A przecież ja też miałem swoje życie. Swoją pracę, znajomych, zmęczenie, plany. Tyle że moje życie miało być elastyczne, żeby jej życie mogło pozostać dokładnie takie, jakie było.
Dzieci są priorytetem. To oczywiste. Praca jest ważna. Przyjaciele również. Tylko jeśli zapraszasz kogoś do związku, trzeba jeszcze znaleźć w nim miejsce na ten związek. Człowiek nie może bez końca stać w poczekalni i słuchać, że samo pytanie o termin jest zamachem na twoją niezależność.
Nie da się oczekiwać obecności na każde wezwanie i jednocześnie oburzać, że druga osoba chciałaby czasem poczuć się wybrana.
Ze znajomymi podobnie. Miałem wejść w jej świat, polubić jej ludzi, odnaleźć się w jej układzie. A moje tempo? Mój charakter? Moje prawo, żeby z kimś zwyczajnie nie złapać kontaktu?
Najwidoczniej niezależność była w tym związku stanowiskiem jednoosobowym. Rekrutację zamknięto przed moim przyjściem.
Były też rozmowy o terapii. Dużo rozmów. Z czasem zacząłem się zastanawiać, czy chodzi o to, żebyśmy lepiej się rozumieli, czy żebym wreszcie zrozumiał, że ona ma rację.
Bo „pracuj nad sobą” brzmi bardzo dojrzale. Szczególnie kiedy wypowiada je osoba przekonana, że jej własna praca zakończyła się pełnym sukcesem i teraz może już nadzorować cudzą.
Czy byłem idealny? Oczywiście, że nie. Potrafiłem się zamknąć, powiedzieć coś za ostro, źle zareagować. Mam za co przepraszać. Ale chciałbym kiedyś odbyć rozmowę, w której moje przeprosiny nie są jednocześnie podpisem pod oświadczeniem, że odpowiadam za wszystko.
A potem czytasz publiczny wpis. Ona odbudowała siebie. Ona znała mechanizmy. Ona tłumaczyła. Ona dawała szanse. Ona świeciła.
Ty występujesz głównie jako usterka w jej rozwoju osobistym.
I tłum już wie, kto powinien iść na terapię. W końcu przeczytał zeznania jednej strony, a druga nawet nie wiedziała, że właśnie odbywa się rozprawa.
Też chciałem partnerstwa. Chciałem móc powiedzieć „to mnie boli” bez natychmiastowego wykładu o tym, co jest ze mną nie tak. Chciałem, żeby ciekawość moich uczuć była choć trochę większa niż gotowość do ich diagnozowania.
Bo naprawdę trudno budować coś we dwoje z kimś, kto w każdej historii rezerwuje dla siebie rolę jedynej świadomej osoby.
I może czasem facet nie przestraszył się twojego światła. Może zwyczajnie miał dość związku, w którym dla niego przewidziano wyłącznie obsługę reflektora.
Kategorie
Galeria
Zobacz wszystkie
🍂🤎 EŁK, POZNAJMY SIĘ! MOŻE TO WŁAŚNIE U MNIE ZNAJDZIESZ SWÓJ ULUBIONY GABINET KOSMETOLOGICZNY? 🤎🍂 Cześć, dziewczyny! 🥰 Chciałabym serdecznie zaprosić Was do mojego gabinetu AnKos Kosmetologia przy ul. Wojska Polskiego 53A w Ełku. Tworzę to miejsce z myślą o kobietach, które chcą zadbać o swoją skórę, poczuć się dobrze ze sobą i znaleźć profesjonalną pomoc w pielęgnacji. Zależy mi, żeby każda z Was czuła się zaopiekowana, wysłuchana i wyszła z gabinetu z uśmiechem. 🤍 🍁 A JESIEŃ TO IDEALNY MOMENT, ŻEBY ZROBIĆ COŚ DLA SIEBIE! Przygotowałam dla Was atrakcyjne promocje na wybrane zabiegi, a w ofercie znajdziecie między innymi: ✨ Oczyszczanie wodorowe ✨ Depilację laserową ✨ Mezoterapię igłową i mikroigłową ✨ Radiofrekwencję mikroigłową Nie działamy według jednego schematu — każdą wizytę poprzedza ocena stanu skóry, a zabiegi dobieramy indywidualnie do jej potrzeb i Waszych oczekiwań. Stawiam na nowoczesny sprzęt, rozwój i profesjonalne podejście. 🫶 Nie musisz znać się na zabiegach — od tego jestem ja! Wystarczy, że napiszesz, co chciałabyś poprawić lub o co zadbać, a wspólnie zastanowimy się nad odpowiednią pielęgnacją. 💆♀️ 📍 AnKos Kosmetologia — Ełk, ul. Wojska Polskiego 53A 📞 573 321 998 📩 Napisz do mnie w wiadomości prywatnej i zapytaj o aktualne promocje! Będzie mi ogromnie miło, jeśli dacie mi szansę, odwiedzicie mój gabinet i polecicie mnie dalej. Każda wizyta i każde polecenie naprawdę wiele dla mnie znaczą. ❤️ Do zobaczenia w AnKos! 🤎 #Ełk #AnKosKosmetologia #KosmetologiaEłk #JesiennePromocje
ZAGINĄŁ PIESEK – KODI 🚨 W dniu 21.10.2026 r. około godz. 21:00 w Gorczycach (gmina Prostki) zaginął nasz piesek Kodi. Uciekł z podwórka podczas wieczornego wyjścia na siku przed snem. Reaguje na swoje imie, jest przyjazny i nie boi sie ludzi. Jest to pudelek, waży około 4kg. 🙏 Bardzo proszę o pomoc! Jeśli ktokolwiek widział Kodiego, wie, gdzie może przebywać, lub ma jakiekolwiek informacje na jego temat, proszę o niezwłoczny kontakt pod numerem: 504-525-834/ 502-933-165 Będziemy ogromnie wdzięczni za każdą informację i udostępnienie posta.
Na mój adres przyszła paczka z Zelando dla pani Juli. Przekaże adresatowi.
🚧 RUSZA PRZEBUDOWA KANALIZACJI NA UL. TARGOWEJ W EŁKU! Po 25 października mają rozpocząć się prace, które pomogą rozwiązać problem zalewania ulicy podczas intensywnych opadów deszczu. W ramach inwestycji powstaną nowe kanały deszczowe, zbiornik retencyjny o pojemności 324 m³ oraz przepompownia. Wymieniona zostanie również nawierzchnia części parkingów i dróg wewnętrznych, a asfalt odtworzony w miejscach wykopów. 💰 Koszt inwestycji to blisko 1,5 mln zł. Wykonawcą jest firma AQUAKOP z Raczek. Podczas prac należy spodziewać się utrudnień w ruchu.
Zgubiono biały bucik chłopięcy ze zdjęcia jeżeli ktoś znajdzie proszę dać znać , osiedle baranki
Szukam modelki na przedłużanie paznokci. Jestem certyfikowaną stylistką, w celu wprowadzenia nowej usługi chce poćwiczyć i uzupełnić portfolio z przedłużania paznokci. Osoby zainteresowane proszę o zdjęcie dłoni na priv. Stylizacja jest darmowa, to czego oczekuję to cierpliwość i zgoda na opublikowanie zdjęć. 😌
Ogłoszenia w kategorii Inne (3499)
Ciężko prosto zaparkować???
Dlaczego, niektórzy mężczyźni w dzisiejszych czasach są tak cholernie zakłamani?
Poznałam faceta, który na początku znajomości wydawał się zupełnie kimś innym. Dopiero po około trzech miesiącach pokazał swoją prawdziwą twarz. Kontrolujący z toksycznymi zachowaniami. Nagle okazało się, że wszystko, co we mnie było dobre, co stanowiło o mojej sile i niezależności, zaczęło mu przeszkadzać.
Najbardziej przerażające jest to, że po rozwodzie zbudowałam siebie od nowa. Odzyskałam poczucie własnej wartości, zaczęłam osiągać rzeczy, z których byłam dumna, nauczyłam się stawiać granice i cieszyć się życiem. Byłam kobietą, która po trudnych doświadczeniach wreszcie zaczęła świecić własnym światłem. A potem pojawił się ktoś, przy kim zaczęłam kwestionować własne osiągnięcia, decyzje i wartość. I to nie dlatego, że byłam słaba. Tylko dlatego, że zaufałam komuś, kto z czasem zaczął sprawiać, że czułam się niewystarczająca.
Paradoks polegał na tym, że na zewnątrz chciał mieć właśnie tę kobietę, którą poznał. Pewną siebie, uśmiechniętą, energiczną, otwartą na ludzi. Kobietę, przy której sam mógł wyglądać na bardziej wartościowego, poważanego i poukładanego faceta. Ale kiedy zamykaliśmy drzwi, to samo światło, które tak bardzo go przyciągało, nagle zaczynało mu przeszkadzać. Jakby chciał mieć przy sobie silną kobietę, ale tylko pod warunkiem, że będzie silna na jego zasadach, a w relacji stanie się mniejsza od niego.
I wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ja te mechanizmy znałam. Widziałam czerwone flagi. Rozmawiałam z nim o terapii, o pracy nad sobą, o odpowiedzialności za własne zachowanie. Próbowałam tłumaczyć, że relacja nie polega na tym, że jedna osoba ma się nieustannie dopasowywać, podczas gdy druga nie widzi w sobie absolutnie niczego do zmiany. Ale dla niego rozwiązaniem każdego problemu było to, żebym zmieniła się ja. Żebym była bardziej taka, jakiej potrzebował. Żebym dawała więcej, rozumiała więcej, ustępowała bardziej.
A jednocześnie słyszałam, że jestem niewystarczająca.
Zastanawiam się, skąd biorą się tacy mężczyźni. Facet zbliżający się do czterdziestki, a emocjonalnie momentami jak dwunastolatek, który nie potrafi poradzić sobie z frustracją, zazdrością, odrzuceniem czy tym, że świat nie kręci się wyłącznie wokół niego. Czy naprawdę można przeżyć tyle lat i nadal nie rozumieć, że dojrzałość to nie wiek, praca, pieniądze ani umiejętność załatwienia komuś kilku spraw?
Bo tak, logistycznie potrafił mi bardzo pomagać. Mogłam na niego liczyć w wielu praktycznych kwestiach. I tego nie zamierzam negować. Ale można być pomocnym w codziennym życiu i jednocześnie kompletnie nie umieć budować bezpiecznej relacji emocjonalnej. Można zrobić komuś zakupy, pomóc coś przewieźć, rozwiązać problem, a potem sprawić, że ta sama osoba zacznie wątpić w siebie. Jedno nie wyklucza drugiego.
I jeszcze jedno: kobieta, która ma dzieci, nie przestaje być matką tylko dlatego, że pojawił się w jej życiu mężczyzna. Moje dzieci będą priorytetem. Moja praca również jest ważna, bo to ona daje mi stabilność i bezpieczeństwo. Nie oznacza to, że nie mam miejsca na miłość, bliskość, randki czy wspólne wyjścia. Oznacza to, że jestem dorosłą kobietą z odpowiedzialnością, której nie porzucę dla czyjegoś ego.
Najbardziej uderzało mnie jednak to, że nie chciał naprawdę wejść w moje życie. Stronił od moich znajomych, szukał wymówek, nie chciał być częścią świata, który budowałam przez lata. A jednocześnie pojawiały się sytuacje, w których czułam, że mam wybierać między nim a ludźmi, którzy byli przy mnie wtedy, kiedy przechodziłam przez najtrudniejsze chwile. Ludźmi, którzy mi pomagali, wspierali mnie i znali mnie na długo przed jego pojawieniem się.
I za co miałabym ich odrzucić? Za to, że ktoś nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca w moim życiu bez próby przestawiania go pod siebie?
Nie oczekuję od mężczyzny, że będzie idealny. Nie szukam kogoś bez wad. Szukam człowieka, który potrafi spojrzeć na siebie krytycznie, przyznać się do błędu, przeprosić bez odwracania kota ogonem i rzeczywiście coś zmienić. Kogoś, kto rozumie, że związek to nie konkurs, w którym trzeba udowodnić, kto ma większą władzę, kto bardziej kocha i kto powinien się bardziej poświęcać.
Nie chcę być niczyim trofeum. Nie chcę być kobietą, która dobrze wygląda u boku faceta, podnosi jego status i sprawia, że inni postrzegają go lepiej, ale za zamkniętymi drzwiami musi walczyć o prawo do bycia sobą.
Chcę partnerstwa. Nie wychowywania dorosłego mężczyzny. Nie terapii prowadzonej przeze mnie w domowym zaciszu. Nie ciągłego udowadniania, że jestem wystarczająco dobra, żeby zasłużyć na normalne traktowanie.
I chyba właśnie to jest dla mnie najbardziej gorzką lekcją: można kochać kogoś, widzieć w nim potencjał, rozumieć jego problemy i dawać mu szanse, a mimo to w końcu uznać, że to za mało. Bo sam potencjał nie buduje związku. Robią to czyny, odpowiedzialność i gotowość do pracy nad sobą.
I teraz naprawdę chcę zapytać: skąd bierze się to przekonanie u niektórych
Na drodze często decydują ułamki sekund i centymetry.
📹 Nagranie z monitoringu Urzędu Miasta z Ełku (ul. Wojska Polskiego) publikujemy nie po to, by oceniać czy stygmatyzować kogokolwiek.Niech to wideo będzie ważną lekcją wszystkich kierowców.
❌Kierowca lawety najechał na tył osobówki, która zatrzymała się przed przejściem dla pieszych.
Na szczęście skończyło się na strachu i uszkodzonych pojazdach – jedna osoba z uderzonego auta wymagała pomocy medycznej, ale na szczęście nie doznała poważnych obrażeń.
⚖️ Finał dla sprawcy (kierowcy lawety): 1500 zł mandatu i 10 punktów karnych.
Witam.Poszukuję kontaktu do właścicielki sklepu z domowymi ciastami ,ktoŕa byc może niedawno już się zamknęła..Wiem że pracowała tam jej córka Angelika.Dziękuję za każdą informacje
Serdecznie dziękuję dwóm młodym chłopakom, którzy byli świadkami kolizji w poniedziałek na "rondzie" na WP. Się zatrzymali, pomogli, wsparli i jeszcze nagranie z kamerki przesłali. Wraca wiara w ludzi. Dziękuję chłopaki 🙏
Dzień dobry
Wybiera się ktoś może do Warszawy w czwartek rano?
Pamiętaj aby dodać w CV klauzulę RODO:
***Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla potrzeb rekrutacji (zgodnie z art. 6 ust. 1 lit. a Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych)).***
Tylko mi Tomek kitu nie wciskaj, ze to w celach służbowych. Po prostu parkuj u siebie pod firmą na Kościuszki, mieszkańcy się skarżą, parkować nie ma gdzie...
Tomek, trzymaj swój służbowy samochód u siebie pod firmą na Kościuszki, mieszkańcy i tak nie maja gdzie parkować. Codziennie tam stoi. To prywatne auto czy urzędu?
tel. 453 447 757
Witam. Chciałabym się zapytać czy w mieście na innych ulicach też spotkaliście się z ciąganiem za klamki i pukaniem do drzwi? Mieszkam na Kilińskiego i spotkałam się z tym kilkukrotnie.